Na tropie zbrodzienia: „Dywan z wkładką” Marty Kisiel (PREMIEROWO)

Dywan z wkładką to idealna lektura na weekend pod znakiem „trzy razy K”, czyli „kot, koc i książka”. Marta Kisiel w świetnym stylu weszła do grona autorów komedii kryminalnych.

Miał być remont kuchni, skończyło się na przeprowadzce. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło – zamieszkanie w domu na wsi dało bowiem Teresce Trawnej możliwość wyspania się, a to zawsze stanowiło dla niej podstawę dobrego humoru na cały dzień. Dla niej, a tym samej dla reszty jej niewielkiej rodziny: córki Zosi, syna Macieja, męża Andrzeja oraz psicy o imieniu Piña Colada, pieszczotliwie nazywanej Pindzią. Sielanka nie trwa jednak długo, a jej kres wyznacza przybycie teściowej Miry. Energiczna pięćdziesięciolatka gorszy syna romansem z przystojnym sąsiadem, synową zmusza natomiast do wspólnego joggingu. Jedna z takich sportowych wypraw kończy się zgonem, nie Tereski jednak, lecz sąsiada, którego kobiety znajdują zawiniętego w podejrzanie znajomy dywan.

Powiedzieć, że do tej pory z komediami kryminalnymi nie było mi po drodze, to nic nie powiedzieć – prawda jest taka, że omijałam je szerokim łukiem. Nie pytajcie dlaczego, bo nie mam pojęcia, choć nie wykluczam, że na czele przyczyn znajduje się obawa przed infantylizacją tematu, którego natura raczej nie nastraja do dowcipkowania. Czasem warto jednak wyjść ze strefy czytelniczego komfortu i dać się zaskoczyć, zwłaszcza, gdy za nowy rodzaj literacki zabiera się Marta Kisiel – pisarka nie dość, że utalentowana literacko, to jeszcze obdarzona ciętym i inteligentnym poczuciem humoru. Wyjście owo faktycznie się opłaciło, a Dywan z wkładką okazał się idealną lekturą na weekend pod znakiem „trzy razy K”, czyli „kot, koc i książka”.

Dlaczego? Cóż, przede wszystkim jest to powieść autentycznie zabawna. Jasne, komedia powinna być zabawna, praktyka z teorią lubi się jednak rozmijać, co polska literatura udowodniła już niejednokrotnie. Wyświechtane i wysilone żarty to jednak nie przypadłość Marty Kisiel – dowcip, którym posługuje się autorka (czy też Ałtorka, jak lubi sama o sobie mówić) nie ma w sobie nic wymuszonego, jest w nim natomiast dużo świeżości, polotu i wdzięku. Dywan z wkładką to w dużej mierze satyra na współczesne polskie społeczeństwo, przy czym dostaje się wszystkim po równo: i miłośnikom ekologii i tym, co szambo wylewają do pobliskiego lasu, nudnym księgowym i hiper nowoczesnym bizneswoman, czterdziestolatkom z trudem mieszczącym się w legginsy XXL, ale też wychudzonym dwudziestkom, które nawet podczas joggingu zachowują idealnie ułożony koński ogon, wreszcie miłośnikom mebli z IKEA i fanom designu ze szła i betonu. Każdy może odnaleźć wśród bohaterów samego siebie (ja to #teamzosia, choć wiekiem bliżej mi zapewne do szalonej Miry), nie ma się jednak co obrażać – w ironii Marty Kisiel jest niewiele złośliwości, dużo natomiast czułości i wyrozumiałości dla ludzkich przywar. Pisarka dowcipnie, i dość przewrotnie uderza też w polskie tabu narodowe, czyli seksualność dojrzałych kobiet, przypominając rzecz tylko pozornie oczywistą: że panie po 50. urodzinach mogą cieszyć się życiem i nie ograniczać się do niańczenia wnuków.

Humor to nie tylko sytuacje i komentarze odautorskie, ale też bohaterowie. W Dywanie z wkładką skonstruowani zostali na bazie stereotypów: zbuntowana nastolatka, młodociany nerd, zakochana w cyfrach księgowa, młoda bizneswoman o wyglądzie lalki Barbie etc. O ile jednak zazwyczaj jestem zwolenniczką pogłębionych portretów psychologicznych, o tyle tym razem się nie czepiam – taka konstrukcja postaci służy określonemu celowi i dobrze wpisuje się w konwencję powieści. Stereotypowość bohaterów autorka rekompensuje ponadto całkiem nie sztampowymi relacjami między nimi, zwłaszcza między Tereską i jej wyjątkową teściową.

Tyle jeśli chodzi o pierwszą część określenia „komedia kryminalna”, co natomiast z drugą? Tu również jest dobrze, Marta Kisiel skonstruowała bowiem intrygę, która po lekkim tuningu śmiało mogłaby się stać kanwą „poważnego” kryminału. Trup pojawia się w odpowiednim czasie, wytypowanie mordercy wcale nie jest łatwe, a historia stojąca za zabójstwem wiarygodna – choć Dywan z wkładką trzeba, rzecz jasna, czytać z przymrużeniem oka. Co więcej, Marta Kisiel bezbłędnie utrzymuje proporcje między humorem a powagą a wątek kryminalny jest dobrze podszyty tłem społecznym.

Nie wiem, czy po Dywanie z wkładką sięgnę po komedie kryminalne innych polskich autorów, mam natomiast pewność, że przeczytam kolejną tego rodzaju powieść pióra Marty Kisiel. Nie ma co ukrywać bowiem: liczę na to, że Mira i Tereska rozwiążą razem jeszcze niejedną kryminalną zagadkę i zapolują na kolejnego, jak to mówią, zbrodzienia.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu W.A.B.

2 komentarze Dodaj własny

  1. Zastanawiałam się, czy sięgnąć… Bo czytałam „Nomen omen”, który podobał mi się właśnie za humor. 🙂

    1. Jeśli podobał Ci się „Nomen omen”, to ta książka też powinna Ci podpasować 🙂 Bardzo inteligentna rozrywka, której wszyscy teraz chyba potrzebujemy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s