Duchy przeszłości: „Testament” Remigiusza Mroza

Najnowsza powieść Remigiusza Mroza to ponad sześćset stron bardzo dobrej rozrywki i niepowtarzalna okazja do poznania romantycznej strony Joanny Chyłki. Jeśli martwiliście się, czy siódmy tom serii utrzyma poziom poprzednich części, możecie odetchnąć z ulgą.

Znany warszawski ginekolog, Rafał Kranz, niespodziewanie otrzymuje spadek po kobiecie, którą spotkał tylko raz w życiu. Gdy wkrótce potem zostaje oskarżony o jej zamordowanie zwraca się do jedynej osoby, która może mu pomóc, czyli niedawnej pacjentki, Joanny Chyłki. Prawniczka nie ma ochoty na kontakty z człowiekiem przywołującym duchy zbyt świeżej przeszłości, uwagę koncentruje ponadto na wyciągnięciu Kordiana Oryńskiego z więzienia, zgadza się jednak reprezentować lekarza. Aby dowieść jego niewinności będzie musiała zagłębić się w pełne tajemnic życie spadkodawczyni oraz równie mroczne zawiłości warszawskiej reprywatyzacji. Przyjmując tę sprawę Chyłka nie wie jednak, że zanim stanie na sali sądowej będzie musiała zmierzyć się z kolejną stratą, równie dotkliwa jak ta, której jeszcze nie zdołała opłakać.

5a9040ac7e1b6

Wiele wskazuje na to, że Remigiusz Mróz prowadzi prywatny czelendż z Józefem Ignacym Kraszewskim i zamierza pobić ilość opublikowanych przez niego książek. Łatwo nie będzie, Kraszewski zapisał się bowiem w historii polskiej literatury jako autor największej liczby wydanych książek i wierszy. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że Remigiusz Mróz nie przekroczył jeszcze nawet wieku chrystusowego, rocznie wydaje po kilka powieści, a autor Hrabiny Cosel nie może podnieść rękawicy, od ponad stu trzydziestu lat spoczywa bowiem w krypcie zasłużonych na Skałce w Krakowie, nic nie wydaje się jeszcze przesądzone. Ilość nie zawsze idzie w parze z jakością, co niekiedy widać również w twórczości opolskiego prawnika, nie dotyczy to jednak serii z Joanną Chyłką, która od pierwszego do ostatniego tomu trzyma wysoki poziom. Testament daje czytelnikowi dokładnie to, do czego przywykł i co polubił w poprzednich tomach, czyli świetnie skonstruowany i nieprzewidywalny od początku do końca wątek prawniczy, nietuzinkowych bohaterów, akcję szybką jak samochody Formuły 1, oraz erystyczno-retoryczne popisy Joanny Chyłki w rozmowach z Oryńskim. Dla wiernych czytelników, zwłaszcza tych płci żeńskiej, jest też bonus w postaci sceny, która śmiało może kandydować do miana najbardziej romantycznego wyznania miłości w polskiej literaturze popularnej. Zakończenie jak zwykle zaskakuje i budzi ochotę na więcej – na to jednak, jeśli wierzyć deklaracjom autora, będzie trzeba trochę poczekać. Może to i dobrze, czasem warto dać bowiem czytelnikowi możliwość zatęsknienia za ulubionymi bohaterami, żeby utrzymać zarówno ich przywiązanie, jak i jakość książki.

Testament to przede wszystkim sądowo-prawnicza jazda bez trzymanki, podobnie jak poprzednie tomy cyklu nie pozbawiona jednak wątków społeczno-obyczajowych. Remigiusz Mróz zabrał się tym razem za wyjątkowo śmierdzące jajo, jakim jest warszawska reprywatyzacja, nie zainteresowały go jednak zarzuty o przekręty, kierowane pod adresem stołecznych władz. Pisarz przyjął perspektywę tzw. zwyczajnego człowieka – dawnego właściciela i obecnego najemcy, coraz bardziej pomijaną w goniących za chwytliwym politycznym newsem mediach. Przypomniał tym samym, że reprywatyzacja to szafa zawierająca wiele trupów, nie tylko tego należącego do Beaty Widery, a duchy dawnej chciwości mogą wpływać na życie ludzkie nawet po kilkudziesięciu latach. Autor zrobił to, rzecz jasna, w sobie tylko właściwym stylu, spodziewajcie się więc niespodziewanego.

W kilku ostatnich powieściach Remigiusz Mróz pokazał się jako orędownik praw kobiet, i chwała mu za to, chyba nikt nie ma bowiem wątpliwości, że Polki potrzebują wsparcia na wszystkich frontach. Testament wpisuje się w ten nurt, choć nie w tak mocny sposób jak chociażby Nieodnaleziona. Siódma część cyklu z Joanną Chyłką mogłaby właściwie stanowić literacki komentarz do statystyk pokazujących, że Polki wolą nawet wizytę w gabinecie stomatologicznym niż spotkanie z ginekologiem. Przyczyn jest zapewne co najmniej kilka, na czele listy znajduje się jednak bez wątpienia trauma, jaka wiąże się z tym elementem profilaktyki zdrowotnej. Rafał Kranz może się wydawać postacią nieco przerysowaną, wystarczy jednak poczytać kobiece fora, by przekonać się, że tacy lekarze faktycznie praktykują, a nawet cieszą się uznaniem w środowisku medycznym.

Siódma część cyklu z Joanną Chyłką jest bardzo dobrą rozrywką, wciągającą tak jak poprzednie tomy, ale też nieco bardziej dojrzałą. Utrzymując charakterystyczny dla przygód warszawskiej prawniczki poziom humoru Remigiusz Mróz zdołał wyprowadzić historie obu swoich bohaterów bardziej realistyczny, a co za tym idzie bliższy przeciętnemu człowiekowi poziom. Testamentowi bliżej do warszawskich ulic i zaułków niż najwyższych pięter biurowca Skylight, gdzie życie toczy się bliżej chmur niż przyziemnej rzeczywistości. Testament to rzecz raczej dla fanów serii z Joanną Chyłką, za dużo w niej bowiem odniesień do poprzednich tomów, by czerpać zadowolenie z jej samodzielnej lektury. Choć, oczywiście, można. I warto, zwłaszcza że jest to dobra okazja do wybaczenia Remigiuszowi Mrozowi wypadku przy pracy zwanego Deniwelacją – wciąż jestem za to wkurzona, ale po Testamencie jednak trochę mniej.

2 komentarze Dodaj własny

  1. tanayah pisze:

    Zgadzam się, co jak co, ale seria z Chyłką trzyma poziom 🙂 I po „Testamencie” odetchnęłam, bo do „Nieodnalezionej” miałam jednak parę „ale”, a tu wciągnęłam całość z wielką radością i satysfakcją z dobrej lektury 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s